Strona główna
Aktualności
Położenie
Historia
Repatrianci-wspomnienia
Zabytki
Kopalnia uranu
Galeria
Szlaki turystyczne
Rozkład jazdy PKS
 
 
Kontakt

 

Zasiedlanie Radoniowa ( Antonowa) - M. Kolago (Kretkowska)

Wróciliśmy z Syberii po 6 latach katorgi w 1946 roku do brata Aleksandra. Mieszkał on już w Radoniowie na skraju wsi nr 104 ( teraz 1) z samotnym 71 letnim Niemcem. Aleksander miał 20 lat, był ranny, przyjechał prosto ze szpitala. Zamieszkał w wielkim piętrowym domu ( 7 pokoi na piętrze) i otrzymał 20 ha ziemi. U Niemca pracowali kobiety i mężczyźni ze wsi. Kobiety w domu, mężczyźni w polu. Było dużo maszyn rolniczych. Zwierzętami pociągowymi były krowy i woły.

Ja miałam 14 lat, dwóch starszych braci, Aleksandra i Stanisława oraz dwóch młodszych, Eugeniusza i Mariana. W miesiąc po naszym powrocie zmarł nagle nasz ojciec, będący jeszcze w wojsku. Po jego śmierci mama otrzymała rentę rodzinna i parę koni. Brat Stanisław włączył się do pracy na roli, kochał zwierzęta. W 1947 roku po wyjeździe Niemców przyjeżdżało do Radoniowa dużo samotnych młodych ludzi. Mama użyczała im gościny, mieszkali i pomagali w gospodarce, aż znaleźli sobie miejsce stałej pracy i pobytu. Wymienię tylko ich imiona: Edward, Kazimierz, Bronisław, Marta, Lena i Artemia, która została żoną Stanisława.

Ja i moje młodsze rodzeństwo podjęliśmy naukę w maju. Nauczycielem w szkole w Radoniowie był pan Syrek ( lub Serek). Naszymi sąsiadami byli zdemobilizowani żołnierze, którzy oczekiwali na przyjazd swoich rodzin. I Tak było trzech braci Bitlów, pan Adamiszyn, pan Najdzionek. Do Radoniowa napływali ludzie ze wszystkich stron: Wileńszczyzny, Białorusi, Wołynia, Podola oraz Centralnej Polski. Rozwijało się życie towarzyskie i kulturalne. W naszym domu była Bibliotek Wiejska, gramofon z płytami i różne gry. Wieczorami zbierała się młodzież rozmawiająca o rodzinnych stronach i wojnie. Wszyscy byli szczęśliwi, że nastał pokój. Czasami na harmonii przygrywał pan Radziewicz. W 1947 roku powstało kółko teatralne, którym kierował pan Kaliński ( mieszkał tam, gdzie obecnie mieszkają państwo Czarneccy).  Wystawił sztukę „ Panna rekrutem”, w której zagrałam siostrę głównej bohaterki ( Stanisława Rybczyńska). Garderoba była wypożyczona z teatru w Jeleniej Górze.

Grupa Teatru Ludowego w Radoniowe – rok 1947.
*Na zdjęciu kołka Teatru Ludowego od dołu, lewej strony:
Dzieci pana Kalińskiego
Janina Kopczyk, Edward Szychowski, Kazimiera Sandecka, Franciszek Gruszka, p. Kaliński
Henryka Szostak, Stanisława Rybczyńska, ?, Marianna Kretkowska, Helena Kopczyk
Piotr Mandziuk, Igor Kolago, p. Szostak, p. Leśniowski, Roman Serwatka.

Przedstawienia i zabawy były organizowane w świetlicy ( spaliła się w 1948 r.), a potem u państwa Onoszków, Jaśkiewiczów w Krzewiach W. i Chmieleniu. Młodzież spod Lwowa skupiała się u pani Mędziukowej, która prowadziła chór kościelny. Najładniejsze głosy miały siostry Stefania i Franciszka Leśniowskie oraz Stanisława Rybczyńska.

Wielu nazwisk w Radoniowie już się nie spotyka. Niektórzy opuścili gospodarstwa i wyjechali do miast, gdzie mieli pracę i mieszkanie

Ja po ukończeniu Liceum Pedagogicznego pracowałam w Olesznej Podgórskiej, a w latach 1954-1956 w szkole w Radoniowie.

 

Szkoła w Radoniowie rok 1954/55.

W tym czasie nasze gospodarstwo zostało podzielone i zamieszkał z nami pan Kaszkur. Mama z moim młodszym rodzeństwem przeprowadziła się do mnie do szkoły, a gdy wyszłam za mąż kupiła domek od pani Gruszkowej i mieszkała tam do śmierci.
Kiedy wykryto w Radoniowie uran wielu mieszkańców wsi miało zatrudnienie. Praca była ciężka, niebezpieczna, ale dająca duże zarobki. W ochronie kopalni brali udział polscy żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z jednostki w Jeleniej Górze. Mieszkali oni w namiotach rozstawionych w lasku pana Adamiszyna około 300 metrów od nas. Przychodzili do nas po wodę, przyjaźniliśmy się z wieloma z nich.
Młodzi mieszkańcy Radoniowa dążyli do zdobywania wiedzy. Niektórzy zdobyli dyplomy wyższych uczelni i wyróżnili się społecznie:
  •                 Władysława Bilska-Homa – dr. literatury polskiej w Szczecinie

  •                 Zofia Leśniowska-Stolarska – mgr matematyki w Lubomierzu

  •                 Zbigniew Tomaszewski – lekarz ginekolog w Lubaniu

  •                 Stanisław Mandziuk – inżynier energetyki na Śląsku

  •                 Jan Sieradzki – ppłk. po WSAP we Wrocławiu

  •                 Marian Kretkowski - mgr Mechanizacji Rolnictwa w Chrostniku

  •                 Igor Kolago – ppłk, mgr ekonomii, pracownik sztabu wojskowego w Tychach

  •                 Marian Kopczyk-Wyszyński – inż. AGH mieszka w USA.

Chociaż mieszkają daleko, część z nich nie żyje to nie można o nich zapomnieć.

Dziękuję panu Sękowskiemu, że tak pięknie opisał Radoniów. Widzę, ze wiele się tam dzieje. Młodzież będzie miała ładną świetlicę, może powstaną nowe domy.

                                                                          

     M. Kolago ( Kretkowska )

 
Wspomnienia Tadeusza Serwatki - pierwszego sołtysa
Pierwszym sołtysem po wojnie był por. Tadeusz serwatka. Tak wspomina w 1979 roku wywiadzie przeprowadzonym przez
p. Annę Leśniowską. Od 1963r. jest na zasłużonej emeryturze po kilkudziesięciu latach pracy w górnictwie. Twarz jego pokryły
liczne zmarszczki a głowę siwe włosy. Czas zatarł w jego pamięci daty. „Gdy znajdowałem się wraz z odziałem w okolicy
Przemyśla zostałem wywieziony przez okupanta na przymusowe roboty. Początkowo przebywałem na Węgrzech skąd zostałem
przewieziony w okolice Wiednia, a następnie do Lukenwalde koło Berlina. W Lukenwalde byłem do chwili zajęcia tego miasta
przez wojska Armii Radzieckiej. Po ucieczce z obozu chciałem się dostać do swojej rodzinnej wioski, jednakże z wielu
powodów nie mogłem. Zatrzymałem się w Jeleniej Górze, skąd udałem się wraz z dwoma kolegami do Gryfowa Śl. Tam
zostałem wybrany przez tamtejszego wójta Rapackiego na sołtysa jednej ze wsi. Była to wieś Antonowo obecnie Radoniów.
Początkowo w Radoniowie mieszkali sami Niemcy, wkrótce zaczęli przyjeżdżać repatrianci a Niemcy zostali wysiedleni.
Ja zająłem się osiedleniem nowo przybyłych repatriantów. Troszczyłem się o ich wyżywienia i zakwaterowanie.
Wśród przybyłych znajdowali się zarówno ludzie cywilni jak i żołnierze. Pewnego razu w Radoniowie zatrzymał się profesor
jadący z Katowic to Turoszowa. On to zaangażował mnie jako wiertniczego. W okolicach Turoszowa prowadziłem wiercenie
mające na celu wykrycie węgla. Wiercąc za węglem nawierciłem miedź w okolicy Legnicy. Od Tego czasu zaczęła się moja
praca w górnictwie w którym przepracowałem większą część mojego życia.”
 
Wspomnienia Aleksandra Kretkowskiego – osadnika wojskowego
„15 listopada 1943 roku zostałem powołany do wojska w Siedlcach nad Oką. Służyłem w 3 pułku artylerii lekkiej
3 dywizji I Armii Wojska Polskiego w plutonie łączności, dowództwa dywizjonu jako telegrafista po przeszkoleniu w Sielcach
w 1944 roku wyruszyliśmy pod Kowel gdzie artyleria wspierała radziecką piechotę. W rejonie Chełmna
i Lublina przeforsowaliśmy rzekę Bug. W okresie VI – VII zdobyliśmy Chełm i Lublin. Zatrzymaliśmy się koło Puław. Dowódca
 plutonu zamierzał przeforsować Wisłę, lecz nasze siły były zbyt małe w porównaniu z Niemieckimi. W czasie walki ponieśliśmy
duże straty. W tym czasie wybuchło powstanie warszawskie. Cała I Armia WP została skierowana na pomoc powstańcom.
Przeprawa rzez Wisłę nie przyniosła rezultatu. Zdobyliśmy tylko Pragę. Byliśmy w obronie pomiędzy Lembremtowem
a Legionowem. 17 stycznia w czasie wielkiej ofensywy całego frontu Białoruskiego i jednostki W. P. po silnym ataku, który
trwał 2 godziny, wspieranie przez lotnictwo radzieckie ruszyliśmy do przodu i zajęliśmy obszar od Góry Kalwarii do Warszawy.
Potem nacieraliśmy w kierunku Bydgoszczy. Po trzech dniach zdobyliśmy Bydgoszcz. Siły niemiecki były rozbite, dużo
Niemców zostało wziętych do niewoli, a ci z nas którzy przeżyli nie zatrzymując się parli do przodu. Od Bydgoszczy
wyruszyliśmy w kierunku Złoczewa. 31 stycznia 1945 roku wkroczyliśmy na ziemię Złotowską. Zdobyliśmy Jastranie,
Złotów i wieś Podgaje. W czasie walki o tę wieś 3 lutego 1945 roku cała kompania (32 żołnierzy) Armii Wojska Polskiego
została wzięta do niewoli a następnie powiązana drutem kolczastym i żywcem spalona. Po krótkich potyczkach skierowaliśmy
się na Kołobrzeg. Szliśmy wałem pomorskim z czterdziestu osób, które zostały razem ze mną powołane do wojska zostało
tylko siedmiu moich kolegów. Pozostali zginęli w dotychczasowych walkach.
    6 marca pod Kołobrzegiem zostałem ciężko ranny w obie ręce, nogę i w prawe oko. Zostałem przewieziony do szpitala
polowego w Jastrunie. Po kilku operacjach i licznych zabiegach skierowano mnie do Otwocka koło Warszawy. W Otwocku
leżałem na oddziale chirurgicznym i tu zastał mnie Dzień Zwycięstwa. Przez radiowęzły dowiedzieliśmy się, że Niemcy
skapitulowały. W całym szpitalu zapanowała radość. Ludzie płakali ze szczęścia, ja również nie mogłem pohamować łez.
Po siedmiu miesiącach leczenia zostałem zwolniony do rezerwy z rozkazu Ministra Obrony Narodowej było to 2 lipca 1945 roku.
    Osadnictwo wojskowe zostało mi przydzielone we wsi Antonowo pow. Lwówek Śl. Dlaczego tu? Dlatego,
że w pobliżu tzn. w Jeleniej Górze służył mój ojciec (Maksymilian). Z chwilą zakończenia wojny ojciec nie został zwolniony ze
służby wojskowej to też cały ciężar prowadzenia gospodarstwa spadł na mnie. Pracy na roli uczyłem się od ludności niemieckiej, króra mieszkała wówczas jeszcze w Antonowie. 14 maja 1946 roku zmarł mój ojciec, zostałem sam. Często myślałem o mamie, która razem z braćmi była na terenie ZSRR. W kilka miesięcy później wróciła mama z braćmi, w tej chwili posiadałem 20 ha gospodarstwa. W 1950 roku zaczęli przybywać repatrianci ze ZSRR i z powodu braku gospodarstw moje zostało podzielone na połowę. W tym czasie pracowałem również w fabryce mebli giętych w Gryfowie. W 1957 roku poszedłem do pracy na PKP w Jeleniej G. gdzie pracuję do dziś, mimo że jestem inwalidą III gr. Ze względu na stan zdrowia w 1974 roku zdałem swoją gospodarkę na skarb państwa”.
 
Wspomnienia Stanisława Szymańskiego – osadnika wojskowego
Obecnie mam 72 lata. W chwili wybuchu wojny miałem 21 lat. Przebywałem wówczas w Tupczycach. Do wojska zostałem
powołany w listopadzie 1944 roku w miejscowości Borysów. Walczyłem najpierw w ruskiej armii w batalionie
minerskim a później w Armii Polskiej również w bat. minerskim. Chrzest bojowy przeszliśmy
25 stycznia 1945 roku pod Lubartowem. Największe bitwy w,
których brałem udział to: Dębica, Rzeszów i Jarosław.Za udział w walkach otrzymałem
medal „za odrę, Nysę i Bałtyk”. Dzień Zwycięstwa zastał mnie w Jarosławiu.
Po zakończeniu wojny wyjechałem do warszawy, później przyjechałem do Radoniowa i tu się osiedliłem
bo podobała mi się ta wioska. Przez cały czas pracowałem na roli”.
 
Wspomnienia Bronisława Michalczenko – osadnika wojskowego
„Zostałem pobrany do czynnej służby do ZSRR 15 października 1940 roku. Służyłem w Odessie w artylerii przeciwlotniczej.
Byłem na ostrym strzelaniu w Bosarobi – Rumunia. Po powrocie z Bosarobi wybuchła wojna. Brałem udział w walce pod
Odessą, gdzie zostałem ranny. Przebywałem w szpitalu w Tuopre(?). Po trzymiesięcznym leczeniu powróciłem znów do j
ednostki artylerii 152 mm. Brałem udział w walce pod Stalingradem po rozbiciu naszej jednostki włączono nas do pułku, który
się organizował i wyjechaliśmy do Świerdłowska. Pracowałem tam przez dwa lata na kolei.
    W marcu 1944 roku zostałem powołany do Sum, gdzie formowała się I Samodzielna Brygada Kawalerii Kościuszkowskiej
I Armii Wojska Polskiego im. T. Kościuszki.
    Przeszedłem szlak bojowy od Odessy do Berlina. 12 marca 1946 roku zostałem zdemobilizowany. Początkowo przebywałem w Koszalinie a następnie przyjechałem do Radoniowa, gdzie pracuje do dziś. W wojsku pełniłem funkcję działowego a następnie zastępcy dowódcy plutonu. Otrzymane odznaczenia: Odznaka Grunwaldzka; Medal za Warszawę; Medal za Odrę, Nysę i Bałtyk; Medal Zwycięstwa i Wolności”.
 
Wspomnienia Mirosława Onoszko – osadnika wojskowego
„Do I Armii Wojska Polskiego I dywizji im. T. Kościuszki zostałem powołany 14 maja 1943 roku. W Sielcach przechodziliśmy przeszkolenie bojowe, które trwało trzy miesiące. Po przeszkoleniu zostaliśmy skierowani na front. Przybyliśmy na miejsce walki pod Lenino 10 października. Do walki przystąpiliśmy 12 października, gdzie przeżywaliśmy bardzo ciężkie chwile. Pod Lenino byłem ranny. I dywizja zajmowała dwu kilometrowy odcinek frontu. W tym czasie zdobyliśmy kilka linii obronnych nieprzyjaciela. Po walkach 13 października musieliśmy się wycofać z zajmowanych pozycji. Zmieniła na Armia Radziecka. Do wiosny 1944 roku byliśmy na odpoczynku na terenach Sudeńczyzny. Wiosną 1944 roku zostaliśmy przerzuceni na front południowy na Ukrainę,skąd szliśmy na Warszawę, przez Lublin. Spod Jabłonnej zostałem wzięty do szkoły oficerskiej łączności do Zamościa, ale nie mogłem jej ukończyć z powodu choroby. Ze szpitala już nie powróciłem do I Dywizji tylko do V Dywizjony Artylerii samochodowej, gdzie dostałem dwie nominacje na plutonowego i sierżanta. W jednostce tej walczyłem aż do końca wojny. Dzień Zwycięstwa spędziliśmy w Berlinie. Dzień ten zostanie mi w pamięci chyba do końca życia a zwłaszcza ta radość, to zadowolenie. Zdemobilizowany zostałem 25 października 1945 roku po zakończeniu wojny przyjechałem do Radoniowa, Gdzie objąłem działkę 8 ha na której gospodarzyłem do niedawna. Za odniesione zasługi otrzymałem: Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski, Medal za Odrę i Nysę i medal za Warszawę”.
Anna Leśniowska 1979r.
 
Wspomnienia Franciszki Bilskiej
Pani Franciszka B. urodziła się w Płotyczy Małej powiat Tarnopol. Razem z wieloma innymi sąsiadami jesienią 1945 przyjechali do Radoniowa. Podróż jak wspomina była okropna, trwała około 6 tygodni. Na początku jechali w otwartych wagonach. Pogoda też im wcale nie sprzyjała ponieważ padał deszcz. Z pierzyn zrobili sobie szałasy żeby nie moknąć. Co jakiś czas stawali na przystankach. Pamięta jak musieli trzymać dyżury w wagonach u krów, które cały czas się bodły. "To była przeokropna podróż, to był brud, smród, wszy, świerzb, dzisiejsza młodzież by tego nie wytrzymała". Po przyjeździe do Polski osiedlili się w Radoniowie w domu, którego już teraz nie ma. Zamieszkali razem z Niemcami. Ich 5-osobowa rodzina mieszkała w malutkim pokoiku, wszyscy spali na podłodze, mieli mały żelazny piecyk na którym gotowali później przeprowadzili się do domu Niemca, który miał 25ha pola. Tam pomagali w pracach polowych, pomimo że były tam maszyny, (między innymi snopowiązałka) to robili wszystko ręcznie. Razem z Niemcami mieszkali odpaździernika do lipca, do czasu aż Niemcy musieli opuścić te tereny.
Pani Bilska bardzo mile wspomina swoich współmieszkańców. Pamięta starą Niemkę, małą
Reginę, Hankę, Martę, Klarę, Teklę i Gerarda. Były to dzieci wspólnie z którymi się bawili i
spędzali wolny czas. Miejscem ich spotkań były dwie huśtawki: duża
(koło p. Pawłowskiego) – tam spotykała się starsza młodzież oraz mała
(koło p. J. Onoszki) – miejsce zabaw mniejszych dzieci. Niemiec u którego mieszkali
 wypiekał chleb z mąki jęczmiennej,
który był słodkawy w smaku a czerstwy bardzo się kruszył. Co tydzień dostawali taki bochen chleba.
„Hanka gotowała wywar z buraków cukrowych tak długo aż robił się z tego taki miód, potem brali na pole bochen chleba,
czarną kawę i ten miód”. Zastępowało to prawdopodobnie cukier lub smarowidło do chleba. Z matką i rodzeństwem mieszkała
przez 5 lat, po wyjściu za mąż przeprowadziła się do domu gdzie mieszka do teraz. Pamięta obowiązek dostawy produktów
rolnych – nakaz gminy ( do gminy musieli zdawać 25 kwintali zboża oraz inne produkty rolne). Wspomina dzień w którym
zapakowali zboże na wóz a po drodze spotkała ich straszna ulewa, chcąc nie chcąc musieli zawrócić ponieważ całe kontyngent
zamókł. Później całe zboże wynieśli na strych aby tam je wysuszyć ale to nie było takie proste. Na szczęście życie wtedy nie
polegało tylko na samej pracy. Były też potańcówki. Organizowane były one przez samą młodzież w prywatnych domach.
Do tańca przygrywał im p. Mendziuk. „To było inne życie, ludzie byli zżyci” Co sobotę odbywały się też oficjalne zabawy
dla starszych (u p. Onoszki w dużym pokoju, wchodziło się tylnym wejściem po dorobionych schodkach). W Radoniowie była
też świetlica, znajdowała się ona za tunelem w stronę Gryfowa Śl. Był to duży dom gospodarczy, na górze na początku mieszkała jeszcze rodzina. Na dole był olbrzymi pokój, który wyremontowano, zrobiono nową podłogę. Świetlica niestety spłonęła. Kolejną rozrywką już może mniej oficjalną była „ karczma” - rolę tę pełnił sklep (budynek ten istnieje do dziś i dalej jest tam sklep). Wieczorami schodzili się tam mężczyźni – nawet przyjeżdżali z sąsiednich miejscowości, i grali w karty.
Wcześniej jak wspomina pani Bilska była tam też piekarnia, którą na początku prowadził Niemiec.
Zanosiło się tam mąkę a wieczorem odbierało świeżutki bochen chleba, można też było tam zanieść do upieczenia ciasto
na niedzielę, z czego wiele gospodyń korzystało. Kolejny właściciel długo już nie prowadził piekarni, zlikwidował ją a piec
rozebrał. W późniejszych czasach była tam zlewnia – punkt skupu mleka. W Radoniowie była też kiedyś kuźnia – prowadził
ją pan A. Sandecki, kolejna kuźnia znajdowała się w Chmieleniu i dwie w Lubomierzu. To mój ślub był pierwszy
w radoniowskim Kościele – mówi pani Bilska. Pamięta, że był na godzinę 9 a udzielił go Ks. Pyclik
( ksiądz, który podarował pierwszą sutannę Karolowi Wojtyle). „ To było inne życie, kiedyś było ciężko ale
 i było bezpieczniej, spokojniej” - z rozrzewnieniem mówi pani Franciszka.
 
Wspomnienia Jana i Heleny Mielniczyn
Radoniów mógł się kiedyś poszczycić Ochotniczą Strażą Pożarną. Remiza OSP znajdowała się w miejscu gdzie teraz mieszka
pani Stępień. Tam była też ręczna motopompa. Dopiero około lat 68/70 (sołtysem był wtedy Głowiak) zaczęto budowę obecnej,
choć już nie czynnej remizy. Wcześniej w tym miejscu mieściła się szopa, w której Niemcy trzymali różne rzeczy. Pan Jan
wspomina jak do pożaru ewangelickiego Kościoła w Gryfowie to właśnie nasi strażacy pierwsi stawili sie do gaszenia,
wozem konnym z motopompą. Początkowo Radoniów należał do parafii w Lubomierzu. Tam tez dzieci chodziły na
przygotowania do I Komunii Świętej. Razem z koleżankami chodziłyśmy przez pola na lekcje religii do księdza Pyclika.
Był to wspaniały ksiądz chociaż bardzo wymagający - mówi pani Hela. W Radoniowie msze odbywały się co drugą niedzielę.
Księdza przywozili według określonej kolejności mieszkańcy, jeżeli ktoś nie miał jak to najmował wóz. Oczywiście ta podróż
nie odbywała się pięknym wozem ale początkowo zwykłym wozem konnym, dopiero później zakupiono - dzięki wspólnym
składkom - bryczkę konną. Radoniów przeszedł do parafii Chmieleń za księdza Komorowskiego. Pani Hela pamięta jak
wspólnie z innymi koleżankami założyły mini kółko teatralne, na którym wystawiły jedno przedstawienie z którym jeździły
po sąsiednich wsiach. Oprócz tegobył tu również zastęp harcerski prowadzony przez panią Wyganowską.
   
 
 
 
 
Kopiowanie, rozpowszechnianie, przedruk i publikacja w jakiejkolwiek formie (również elektronicznej) do celów komercyjnych i prywatnych, bez zgody autora zabronione.                                                                                                                                                                              Copyright © 2010

 
 

 

 

 

Radoniów, Radoniow, radniow.pl, Antonowo, Ottendofr, villa ottonis, dożynki w Radoniowie, dzień sąsiada, kopalnia uranu, r1, kościół podwyższenia krzyża świętego, radoniowa, Krystian, Andrzej, Sękowski, Sękowscy, Grabas, Płotycz Mała, Z podolskiej Płotyczy na zachód polski, Władysława Bilska-Homa, Adam Kazimierz, książka, rowerowy szlak, papieski, ks. Szymon Bajak, sekowski1207@interia.pl, elektrownie wiatrowe w radoniowie, wiatraki, zimowisko, ferie zimowe, dzień babci i dziadka, dzień kobiet, stowarzyszenie wiemy czego chcemy, Henryka socha- zawadzka, szkolenie, biskup, wizyta kanoniczna, budowa świetlicy, świetlica, przetarg, gmina Lubomierz, Głębiec, Proszówka, młyńsko, kościół, kaplica w młyńsku, gajówce, gajówka, Chmieleń, chmieleniu, obwodnica, libenthal, mord w płotyczy, pomordowanych, Karol Wojtyła, Jan Paweł ii, radar Radoniów, szkoła, pierwszy sołtys Tadeusz serwatka, ks. bernard pyclik, kapliczki, domy szachulcowe, zdjęcie lotnicze terenu kopalni Radoniów”, ściśle tajne, cmentarz, rozkład jazdy PKS, autobusów