|
|
|
|
 |
|
 |
Zasiedlanie Radoniowa (
Antonowa) - M. Kolago (Kretkowska)
Wróciliśmy z Syberii po 6 latach
katorgi w 1946 roku do brata Aleksandra. Mieszkał on
już w Radoniowie na skraju wsi nr 104 ( teraz 1) z
samotnym 71 letnim Niemcem. Aleksander miał 20 lat,
był ranny, przyjechał prosto ze szpitala. Zamieszkał
w wielkim piętrowym domu ( 7 pokoi na piętrze) i
otrzymał 20 ha ziemi. U Niemca pracowali kobiety i
mężczyźni ze wsi. Kobiety w domu, mężczyźni w polu.
Było dużo maszyn rolniczych. Zwierzętami pociągowymi
były krowy i woły.
Ja miałam 14 lat, dwóch starszych
braci, Aleksandra i Stanisława oraz dwóch młodszych,
Eugeniusza i Mariana. W miesiąc po naszym powrocie
zmarł nagle nasz ojciec, będący jeszcze w wojsku. Po
jego śmierci mama otrzymała rentę rodzinna i parę
koni. Brat Stanisław włączył się do pracy na roli,
kochał zwierzęta. W 1947 roku po wyjeździe Niemców
przyjeżdżało do Radoniowa dużo samotnych młodych
ludzi. Mama użyczała im gościny, mieszkali i
pomagali w gospodarce, aż znaleźli sobie miejsce
stałej pracy i pobytu. Wymienię tylko ich imiona:
Edward, Kazimierz, Bronisław, Marta, Lena i Artemia,
która została żoną Stanisława.
Ja i moje młodsze
rodzeństwo podjęliśmy naukę w maju. Nauczycielem w
szkole w Radoniowie był pan Syrek ( lub Serek).
Naszymi sąsiadami byli zdemobilizowani żołnierze,
którzy oczekiwali na przyjazd swoich rodzin. I Tak
było trzech braci Bitlów, pan Adamiszyn, pan
Najdzionek. Do Radoniowa napływali ludzie ze
wszystkich stron: Wileńszczyzny, Białorusi, Wołynia,
Podola oraz Centralnej Polski. Rozwijało się życie
towarzyskie i kulturalne. W naszym domu była
Bibliotek Wiejska, gramofon z płytami i różne gry.
Wieczorami zbierała się młodzież rozmawiająca o
rodzinnych stronach i wojnie. Wszyscy byli
szczęśliwi, że nastał pokój. Czasami na harmonii
przygrywał pan Radziewicz. W 1947 roku powstało
kółko teatralne, którym kierował pan Kaliński (
mieszkał tam, gdzie obecnie mieszkają państwo
Czarneccy). Wystawił sztukę „ Panna rekrutem”, w
której zagrałam siostrę głównej bohaterki (
Stanisława Rybczyńska). Garderoba była wypożyczona z
teatru w Jeleniej Górze.

Grupa
Teatru Ludowego w Radoniowe – rok 1947. *Na
zdjęciu kołka Teatru Ludowego od dołu, lewej strony: Dzieci
pana Kalińskiego Janina
Kopczyk, Edward Szychowski, Kazimiera Sandecka,
Franciszek Gruszka, p. Kaliński Henryka Szostak, Stanisława Rybczyńska, ?, Marianna
Kretkowska, Helena Kopczyk Piotr
Mandziuk, Igor Kolago, p. Szostak, p. Leśniowski,
Roman Serwatka.
Przedstawienia i zabawy były organizowane w
świetlicy ( spaliła się w 1948 r.), a potem u
państwa Onoszków, Jaśkiewiczów w Krzewiach W. i
Chmieleniu. Młodzież spod Lwowa skupiała się u pani
Mędziukowej, która prowadziła chór kościelny.
Najładniejsze głosy miały siostry Stefania i
Franciszka Leśniowskie oraz Stanisława Rybczyńska.
Wielu
nazwisk w Radoniowie już się nie spotyka. Niektórzy
opuścili gospodarstwa i wyjechali do miast, gdzie
mieli pracę i mieszkanie
Ja po
ukończeniu Liceum Pedagogicznego pracowałam w
Olesznej Podgórskiej, a w latach 1954-1956 w szkole
w Radoniowie.

Szkoła
w Radoniowie rok 1954/55.
W
tym czasie nasze gospodarstwo zostało podzielone
i zamieszkał z nami pan Kaszkur. Mama z moim
młodszym rodzeństwem przeprowadziła się do mnie
do szkoły, a gdy wyszłam za mąż kupiła domek od
pani Gruszkowej i mieszkała tam do śmierci.
Kiedy wykryto w Radoniowie uran wielu
mieszkańców wsi miało zatrudnienie. Praca była
ciężka, niebezpieczna, ale dająca duże zarobki.
W ochronie kopalni brali udział polscy żołnierze
Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z jednostki
w Jeleniej Górze. Mieszkali oni w namiotach
rozstawionych w lasku pana Adamiszyna około 300
metrów od nas. Przychodzili do nas po wodę,
przyjaźniliśmy się z wieloma z nich.
Młodzi mieszkańcy Radoniowa dążyli do zdobywania
wiedzy. Niektórzy zdobyli dyplomy wyższych
uczelni i wyróżnili się społecznie:
-
Władysława Bilska-Homa – dr.
literatury polskiej w Szczecinie
-
Zofia Leśniowska-Stolarska – mgr
matematyki w Lubomierzu
-
Zbigniew Tomaszewski – lekarz
ginekolog w Lubaniu
-
Stanisław Mandziuk – inżynier
energetyki na Śląsku
-
Jan Sieradzki – ppłk. po WSAP we
Wrocławiu
-
Marian Kretkowski - mgr Mechanizacji
Rolnictwa w Chrostniku
-
Igor Kolago – ppłk, mgr ekonomii,
pracownik sztabu wojskowego w Tychach
-
Marian Kopczyk-Wyszyński – inż. AGH
mieszka w USA.
Chociaż mieszkają daleko, część z nich nie żyje to
nie można o nich zapomnieć.
Dziękuję panu Sękowskiemu, że tak pięknie opisał
Radoniów. Widzę, ze wiele się tam dzieje. Młodzież
będzie miała ładną świetlicę, może powstaną nowe
domy.
M. Kolago ( Kretkowska )
Wspomnienia Tadeusza
Serwatki - pierwszego sołtysa
Pierwszym sołtysem po wojnie
był por. Tadeusz serwatka. Tak wspomina w 1979 roku wywiadzie
przeprowadzonym przez
p. Annę Leśniowską. Od 1963r. jest na
zasłużonej emeryturze po kilkudziesięciu latach pracy w
górnictwie. Twarz jego pokryły
liczne zmarszczki a głowę siwe
włosy. Czas zatarł w jego pamięci daty. „Gdy znajdowałem się
wraz z odziałem w okolicy
Przemyśla zostałem wywieziony przez
okupanta na przymusowe roboty. Początkowo przebywałem na
Węgrzech skąd zostałem
przewieziony w okolice Wiednia, a
następnie do Lukenwalde koło Berlina. W Lukenwalde byłem do
chwili zajęcia tego miasta
przez wojska Armii Radzieckiej. Po
ucieczce z obozu chciałem się dostać do swojej rodzinnej wioski,
jednakże z wielu
powodów nie mogłem. Zatrzymałem się w Jeleniej
Górze, skąd udałem się wraz z dwoma kolegami do Gryfowa Śl. Tam
zostałem wybrany przez tamtejszego wójta Rapackiego na sołtysa
jednej ze wsi. Była to wieś Antonowo obecnie Radoniów.
Początkowo w Radoniowie mieszkali sami Niemcy, wkrótce zaczęli
przyjeżdżać repatrianci a Niemcy zostali wysiedleni.
Ja zająłem
się osiedleniem nowo przybyłych repatriantów. Troszczyłem się o
ich wyżywienia i zakwaterowanie.
Wśród przybyłych znajdowali się
zarówno ludzie cywilni jak i żołnierze. Pewnego razu w
Radoniowie zatrzymał się profesor
jadący z Katowic to Turoszowa.
On to zaangażował mnie jako wiertniczego. W okolicach Turoszowa
prowadziłem wiercenie
mające na celu wykrycie węgla. Wiercąc za
węglem nawierciłem miedź w okolicy Legnicy. Od Tego czasu
zaczęła się moja
praca w górnictwie w którym przepracowałem
większą część mojego życia.”
Wspomnienia Aleksandra
Kretkowskiego – osadnika wojskowego
„15 listopada 1943 roku
zostałem powołany do wojska w Siedlcach nad Oką. Służyłem w 3
pułku artylerii lekkiej
3 dywizji I Armii Wojska
Polskiego w plutonie łączności, dowództwa dywizjonu jako
telegrafista po przeszkoleniu w Sielcach
w 1944 roku
wyruszyliśmy pod Kowel gdzie artyleria wspierała radziecką
piechotę. W rejonie Chełmna
i Lublina przeforsowaliśmy
rzekę Bug. W okresie VI – VII zdobyliśmy Chełm i Lublin.
Zatrzymaliśmy się koło Puław. Dowódca
plutonu zamierzał
przeforsować Wisłę, lecz nasze siły były zbyt małe w porównaniu
z Niemieckimi. W czasie walki ponieśliśmy
duże straty. W tym
czasie wybuchło powstanie warszawskie. Cała I Armia WP została skierowana na pomoc powstańcom.
Przeprawa
rzez Wisłę nie przyniosła rezultatu. Zdobyliśmy tylko Pragę.
Byliśmy w obronie pomiędzy Lembremtowem
a Legionowem. 17
stycznia w czasie wielkiej ofensywy całego frontu Białoruskiego i jednostki W. P. po silnym ataku, który
trwał 2 godziny,
wspieranie przez lotnictwo radzieckie ruszyliśmy do przodu i
zajęliśmy obszar od Góry Kalwarii do Warszawy.
Potem
nacieraliśmy w kierunku Bydgoszczy. Po trzech dniach zdobyliśmy
Bydgoszcz. Siły niemiecki były rozbite, dużo
Niemców zostało
wziętych do niewoli, a ci z nas którzy przeżyli nie zatrzymując
się parli do przodu. Od Bydgoszczy
wyruszyliśmy w kierunku
Złoczewa. 31 stycznia 1945 roku wkroczyliśmy na ziemię
Złotowską. Zdobyliśmy Jastranie,
Złotów i wieś Podgaje.
W czasie walki o tę wieś
3
lutego 1945 roku cała kompania (32 żołnierzy) Armii Wojska
Polskiego
została wzięta do niewoli a następnie powiązana drutem
kolczastym i żywcem spalona. Po krótkich potyczkach
skierowaliśmy
się na Kołobrzeg. Szliśmy wałem pomorskim z
czterdziestu osób, które zostały razem ze mną powołane do wojska
zostało
tylko siedmiu moich kolegów. Pozostali zginęli w
dotychczasowych walkach.
6 marca pod Kołobrzegiem
zostałem ciężko ranny w obie ręce, nogę i w prawe oko.
Zostałem przewieziony do szpitala
polowego w Jastrunie. Po kilku
operacjach i licznych zabiegach skierowano mnie do Otwocka koło
Warszawy. W Otwocku
leżałem na oddziale chirurgicznym i tu
zastał mnie Dzień Zwycięstwa. Przez radiowęzły dowiedzieliśmy
się, że Niemcy
skapitulowały. W całym szpitalu zapanowała
radość. Ludzie płakali ze szczęścia, ja również nie mogłem
pohamować łez.
Po siedmiu miesiącach leczenia zostałem zwolniony
do rezerwy z rozkazu Ministra Obrony Narodowej było to 2 lipca
1945 roku.
Osadnictwo wojskowe zostało mi przydzielone we
wsi Antonowo pow. Lwówek Śl. Dlaczego tu? Dlatego,
że w pobliżu
tzn. w Jeleniej Górze służył mój ojciec (Maksymilian). Z chwilą
zakończenia wojny ojciec nie został zwolniony ze
służby
wojskowej to też cały ciężar prowadzenia gospodarstwa spadł na
mnie. Pracy na roli uczyłem się od ludności niemieckiej, króra
mieszkała wówczas jeszcze w Antonowie. 14 maja 1946 roku zmarł
mój ojciec, zostałem sam. Często myślałem o mamie, która razem z
braćmi była na terenie ZSRR. W kilka miesięcy później wróciła
mama z braćmi, w tej chwili posiadałem 20 ha gospodarstwa. W
1950 roku zaczęli przybywać repatrianci ze ZSRR i z powodu braku
gospodarstw moje zostało podzielone na połowę. W tym czasie
pracowałem również w fabryce mebli giętych w Gryfowie. W 1957
roku poszedłem do pracy na PKP w Jeleniej G. gdzie pracuję do
dziś, mimo że jestem inwalidą III gr. Ze względu na stan zdrowia
w 1974 roku zdałem swoją gospodarkę na skarb państwa”.
Wspomnienia
Stanisława Szymańskiego – osadnika wojskowego
„Obecnie
mam 72 lata. W chwili wybuchu wojny miałem 21 lat. Przebywałem
wówczas w Tupczycach. Do wojska zostałem
powołany w listopadzie
1944 roku w miejscowości Borysów.
Walczyłem najpierw w ruskiej armii w batalionie
minerskim a później
w Armii Polskiej również w bat. minerskim. Chrzest bojowy
przeszliśmy
25 stycznia 1945 roku pod Lubartowem. Największe
bitwy w,
których brałem udział to: Dębica, Rzeszów i Jarosław.Za udział w walkach otrzymałem
medal „za odrę, Nysę i Bałtyk”.
Dzień Zwycięstwa zastał mnie w Jarosławiu.
Po zakończeniu wojny
wyjechałem do warszawy, później przyjechałem do Radoniowa i tu
się osiedliłem
bo podobała mi się ta wioska. Przez cały czas
pracowałem na roli”.
Wspomnienia Bronisława
Michalczenko – osadnika wojskowego
„Zostałem pobrany do czynnej
służby do ZSRR 15 października 1940 roku. Służyłem w Odessie w
artylerii przeciwlotniczej.
Byłem na ostrym strzelaniu w Bosarobi – Rumunia. Po powrocie z Bosarobi wybuchła wojna.
Brałem udział w walce pod
Odessą, gdzie zostałem ranny.
Przebywałem w szpitalu w Tuopre(?). Po trzymiesięcznym leczeniu
powróciłem znów do j
ednostki artylerii 152 mm. Brałem udział w
walce pod Stalingradem po rozbiciu naszej jednostki włączono nas
do pułku, który
się organizował i wyjechaliśmy do Świerdłowska.
Pracowałem tam przez dwa lata na kolei.
W marcu 1944 roku
zostałem powołany do Sum, gdzie formowała się I Samodzielna
Brygada Kawalerii Kościuszkowskiej
I Armii Wojska Polskiego im.
T. Kościuszki.
Przeszedłem szlak bojowy od Odessy do Berlina. 12
marca 1946 roku zostałem zdemobilizowany. Początkowo przebywałem
w Koszalinie a następnie przyjechałem do Radoniowa, gdzie
pracuje do dziś. W wojsku pełniłem funkcję działowego a
następnie zastępcy dowódcy plutonu. Otrzymane odznaczenia:
Odznaka Grunwaldzka; Medal za Warszawę; Medal za Odrę, Nysę i
Bałtyk; Medal Zwycięstwa i Wolności”.
Wspomnienia Mirosława
Onoszko – osadnika wojskowego
„Do I
Armii Wojska Polskiego I dywizji im. T. Kościuszki zostałem
powołany 14 maja 1943 roku. W Sielcach przechodziliśmy
przeszkolenie bojowe, które trwało trzy miesiące. Po
przeszkoleniu zostaliśmy skierowani na front. Przybyliśmy na
miejsce walki pod Lenino 10 października. Do walki
przystąpiliśmy 12 października, gdzie przeżywaliśmy bardzo
ciężkie chwile. Pod Lenino byłem ranny. I dywizja zajmowała dwu
kilometrowy odcinek frontu. W tym czasie zdobyliśmy kilka linii
obronnych nieprzyjaciela. Po walkach 13 października musieliśmy
się wycofać z zajmowanych pozycji. Zmieniła na Armia Radziecka.
Do wiosny 1944 roku byliśmy na odpoczynku na terenach Sudeńczyzny. Wiosną 1944 roku zostaliśmy przerzuceni na front
południowy na Ukrainę,skąd szliśmy na Warszawę, przez Lublin.
Spod Jabłonnej zostałem wzięty do szkoły oficerskiej łączności
do Zamościa, ale nie mogłem jej ukończyć z powodu choroby. Ze
szpitala już nie powróciłem do I Dywizji tylko do V Dywizjony
Artylerii samochodowej, gdzie dostałem dwie nominacje na
plutonowego i sierżanta. W jednostce tej walczyłem aż do końca
wojny. Dzień Zwycięstwa spędziliśmy w Berlinie. Dzień ten
zostanie mi w pamięci chyba do końca życia a zwłaszcza ta
radość, to zadowolenie. Zdemobilizowany zostałem 25 października
1945 roku po zakończeniu wojny przyjechałem do Radoniowa, Gdzie
objąłem działkę 8 ha na której gospodarzyłem do niedawna. Za
odniesione zasługi otrzymałem: Krzyż Kawalerski Odrodzenia
Polski, Medal za Odrę i Nysę i medal za Warszawę”.
Anna Leśniowska 1979r.
Wspomnienia Franciszki
Bilskiej
Pani Franciszka B. urodziła się w Płotyczy Małej powiat
Tarnopol. Razem z wieloma innymi sąsiadami jesienią 1945
przyjechali do Radoniowa. Podróż jak wspomina była okropna,
trwała około 6 tygodni. Na początku jechali w otwartych
wagonach. Pogoda też im wcale nie sprzyjała ponieważ padał
deszcz. Z pierzyn zrobili sobie szałasy żeby nie moknąć. Co
jakiś czas stawali na przystankach. Pamięta jak musieli trzymać
dyżury w wagonach u krów, które cały czas się bodły. "To była
przeokropna podróż, to był brud, smród, wszy, świerzb,
dzisiejsza młodzież by tego nie wytrzymała". Po przyjeździe do
Polski osiedlili się w Radoniowie w domu, którego już teraz nie
ma. Zamieszkali razem z Niemcami. Ich 5-osobowa rodzina
mieszkała w malutkim pokoiku, wszyscy spali na podłodze, mieli
ma ły żelazny piecyk na którym gotowali później przeprowadzili
się do domu Niemca, który miał 25ha pola. Tam pomagali w pracach
polowych, pomimo że były tam maszyny, (między innymi
snopowiązałka) to robili wszystko ręcznie. Razem z Niemcami
mieszkali odpaździernika do lipca, do czasu aż Niemcy musieli
opuścić te tereny.
Pani Bilska bardzo mile wspomina swoich
współmieszkańców. Pamięta starą Niemkę, małą
Reginę, Hankę,
Martę, Klarę, Teklę i Gerarda. Były to dzieci wspólnie z którymi
się bawili i
spędzali wolny czas. Miejscem ich spotkań były dwie
huśtawki: duża
(koło p. Pawłowskiego) – tam spotykała się
starsza młodzież oraz mała
(koło p. J. Onoszki) – miejsce zabaw
mniejszych dzieci. Niemiec u którego mieszkali
wypiekał chleb z
mąki jęczmiennej,
który był słodkawy w smaku a czerstwy bardzo
się kruszył. Co tydzień dostawali taki bochen chleba.
„Hanka
gotowała wywar z buraków cukrowych tak długo aż robił się z tego
taki miód, potem brali na pole bochen chleba,
czarną kawę i ten
miód”. Zastępowało to prawdopodobnie cukier lub smarowidło do
chleba. Z matką i rodzeństwem mieszkała
przez 5 lat, po wyjściu
za mąż przeprowadziła się do domu gdzie mieszka do teraz.
Pamięta obowiązek dostawy produktów
rolnych – nakaz gminy ( do
gminy musieli zdawać 25 kwintali zboża oraz inne produkty
rolne). Wspomina dzień w którym
zapakowali zboże na wóz a po
drodze spotkała ich straszna ulewa, chcąc nie chcąc musieli
zawrócić ponieważ całe kontyngent
zamókł. Później całe zboże
wynieśli na strych aby tam je wysuszyć ale to nie było takie
proste. Na szczęście życie wtedy nie
polegało tylko na samej
pracy. Były też potańcówki. Organizowane były one przez samą
młodzież w prywatnych domach.
Do tańca przygrywał im p. Mendziuk.
„To było inne życie, ludzie byli zżyci” Co sobotę odbywały się
też oficjalne zabawy
dla starszych (u p. Onoszki w dużym pokoju,
wchodziło się tylnym wejściem po dorobionych schodkach). W
Radoniowie była
też świetlica, znajdowała się ona za tunelem w
stronę Gryfowa Śl. Był to duży dom gospodarczy, na górze na
początku mieszkała jeszcze rodzina. Na dole był olbrzymi pokój,
który wyremontowano, zrobiono nową podłogę. Świetlica niestety
spłonęła. Kolejną rozrywką już może mniej oficjalną była „
karczma” - rolę tę pełnił sklep (budynek ten istnieje do dziś i
dalej jest tam sklep). Wieczorami schodzili się tam mężczyźni –
nawet przyjeżdżali z sąsiednich miejscowości, i grali w karty.
Wcześniej jak wspomina pani Bilska
była tam też piekarnia, którą na
początku prowadził Niemiec.
Zanosiło się tam mąkę a wieczorem
odbierało świeżutki bochen chleba, można też było tam zanieść do
upieczenia ciasto
na niedzielę, z czego wiele gospodyń
korzystało. Kolejny właściciel długo już nie prowadził piekarni,
zlikwidował ją a piec
rozebrał. W późniejszych czasach była tam
zlewnia – punkt skupu mleka. W Radoniowie była też kiedyś kuźnia
– prowadził
ją pan A. Sandecki, kolejna kuźnia znajdowała się w
Chmieleniu i dwie w Lubomierzu. To mój ślub był pierwszy
w radoniowskim Kościele – mówi pani Bilska. Pamięta, że był na
godzinę 9 a udzielił go Ks. Pyclik
( ksiądz, który podarował
pierwszą sutannę Karolowi Wojtyle). „ To było inne życie, kiedyś było
ciężko ale
i było bezpieczniej, spokojniej” - z rozrzewnieniem
mówi pani Franciszka.
Wspomnienia Jana i Heleny
Mielniczyn
Radoniów mógł się kiedyś poszczycić Ochotniczą Strażą Pożarną.
Remiza OSP znajdowała się w miejscu gdzie teraz mieszka
pani
Stępień. Tam była też ręczna motopompa. Dopiero około lat 68/70
(sołtysem był wtedy Głowiak) zaczęto budowę obecnej,
choć już
nie czynnej remizy. Wcześniej w tym miejscu mieściła się szopa,
w której Niemcy trzymali różne rzeczy. Pan Jan
wspomina jak do
pożaru ewangelickiego Kościoła w Gryfowie to właśnie nasi
strażacy pierwsi stawili sie do gaszenia,
wozem konnym z
motopompą. Początkowo Radoniów należał do parafii w Lubomierzu.
Tam tez dzieci chodziły na
przygotowania do I Komunii Świętej.
Razem z koleżankami chodziłyśmy przez pola na lekcje religii do
księdza Pyclika.
Był to wspaniały ksiądz chociaż bardzo
wymagający - mówi pani Hela. W Radoniowie msze odbywały się co
drugą niedzielę.
Księdza przywozili według określonej kolejności
mieszkańcy, jeżeli ktoś nie miał jak to najmował wóz. Oczywiście
ta podróż
nie odbywała się pięknym wozem ale początkowo zwykłym
wozem konnym, dopiero później zakupiono - dzięki wspólnym
składkom - bryczkę konną. Radoniów przeszedł do parafii Chmieleń za księdza Komorowskiego. Pani Hela pamięta jak
wspólnie z
innymi koleżankami założyły mini kółko teatralne, na którym
wystawiły jedno przedstawienie z którym jeździły
po sąsiednich
wsiach. Oprócz tegobył tu również zastęp harcerski prowadzony
przez panią Wyganowską.
Kopiowanie,
rozpowszechnianie,
przedruk i publikacja w jakiejkolwiek formie (również
elektronicznej) do celów komercyjnych i prywatnych, bez zgody
autora zabronione.
Copyright
© 2010
|
 |
|
 |
|
|
|
|
Radoniów,
Radoniow, radniow.pl, Antonowo, Ottendofr, villa ottonis, dożynki w Radoniowie,
dzień sąsiada, kopalnia uranu, r1, kościół podwyższenia krzyża świętego,
radoniowa, Krystian, Andrzej, Sękowski, Sękowscy, Grabas, Płotycz Mała, Z
podolskiej Płotyczy na zachód polski, Władysława Bilska-Homa, Adam Kazimierz,
książka, rowerowy szlak, papieski, ks. Szymon Bajak,
sekowski1207@interia.pl, elektrownie
wiatrowe w radoniowie, wiatraki, zimowisko, ferie zimowe, dzień babci i dziadka,
dzień kobiet, stowarzyszenie wiemy czego chcemy, Henryka socha- zawadzka,
szkolenie, biskup, wizyta kanoniczna, budowa świetlicy, świetlica, przetarg,
gmina Lubomierz, Głębiec, Proszówka, młyńsko, kościół, kaplica w młyńsku,
gajówce, gajówka, Chmieleń, chmieleniu, obwodnica, libenthal, mord w płotyczy,
pomordowanych, Karol Wojtyła, Jan Paweł ii, radar Radoniów, szkoła, pierwszy
sołtys Tadeusz serwatka, ks. bernard pyclik, kapliczki, domy szachulcowe,
zdjęcie lotnicze terenu kopalni „Radoniów”,
ściśle tajne, cmentarz, rozkład jazdy PKS, autobusów |