Strona główna
Aktualności
Położenie
Historia
Repatrianci-wspomnienia
Zabytki
Kopalnia uranu
Galeria
Szlaki turystyczne
Rozkład jazdy PKS
 
 
Kontakt
   
 
    zdjęcie lotnicze terenu kopalni Radoniów z końca lat 50-ych XX wieku
(źródło: http://www.redbor.pl/artykuly/0_uran.htm)
 
W latach 1945 – 47 w Sudetach pojawili się pierwsi radzieccy specjaliści z nowością (jak na tamte czasy) okrytą najściślejszą
tajemnicą – aparatem radiomagnetycznym. W ramach umowy polsko - radzieckiej z 1947 roku powstała „Kowarska grupa
geologiczno – poszukiwawcza”, która wytypowała 11 miejsc występowania rudy uranu.
Na 1 miejscu pod względem szczególnie dobrych właściwości znalazła się ruda z Kowar i Radoniowa.
W 1952r. na zboczach góry Głębiec odkryto złoża smółki uranowej.
W1953 roku zbudowano kopalnię uranu i powstał pierwszy szyb o głębokości 127 metrów.
W 1954r. w kopalni powstaje drugi szyb o głębokości 280 metrów.
    W Radoniowie wydobyto najwięcej czystego uranu - w sumie 345 kg.
W kopalni pracowali Polacy pod specjalnym nadzorem żołnierzy radzieckich (do 1961r.).
Po przejściu kopalni pod polski zarząd wydobycie tzw. "słabego" uranu na potrzeby krajowe
nadzorowane było przez Urząd Bezpieczeństwa.
    Kopalnia funkcjonowała do 1963r. i była filią Zakładów R – 1 w Kowarach.
    Wtedy już działał wybudowany wyłącznie przez Polaków Zakład Przeróbki Koncentratu Uranu
w Kowarach.
    Dokumentacja kopalni była oznaczona kryptonimem „Ściśle tajne” i odtajnienie nastąpiło dopiero w
latach 90-tych.
Nikomu nie wolno było fotografować kopalni ani hałd górniczych.
    Kopalnia rudy uranowej zajmuje powierzchnię 154,56 ha. Uprawnienia do eksploatacji uzyskała 17.XI.1956r.
(Monitor Polski nr 101 z dnia 15.XII.1956r.).
    Zlokalizowana po północno - wschodniej stronie szosy przebiegającej przez wieś i dalej w kierunku obwodnicy
(droga Jelenia Góra – Gryfów Śl.) aż do linii kolejowej.
    Złoża rudy uranowej występowały w postaci nieregularnych gniazd i żył.
 
Opis geologiczny
Na skutek ruchów górotwórczych w okresie kaledońskim, waryscyjskim i alpejskim skały zostały silnie „potrzaskane” w wyniku
czego powstały uskoki i pęknięcia. Złoże uranu związane było z strefą uskoku Radoniowskiego. Oprócz rudy uranu występują
granitognejsy i gnejsy, na których występuje okruszcowanie uranowe w postaci nalotów na ściankach szczelin. Są również łupki
biotytowo - chlorytowe oraz minerały uranowe (do poziomu 275) otunit i torbenit jak również piryt. Zasoby rudy uranowej na
dzień 1.01.1959r. wynosiły 52 tony.
    Najwięcej cennych informacji na temat pracy i kopalni w Radoniowie dowiadujemy się bezpośrednio od byłych pracowników,
których bezcenne wspomnienia przedstawiamy poniżej. Jednocześnie składamy im serdeczne podziękowania za poświęcony nam
czas.
 
Wspomnienia Jana Mielniczyna – byłego pracownika kopalni
Początek prac górniczych polegał na typowaniu potencjalnych złóż uranu. W skład grupy wschodniej, tzn. „aparaciarz”,
pisarz i „młociarz”. Pierwszy szukał promieniowania, drugi zapisywał miejsce, a trzeci kopał. Następnie szła druga tura ludzi,
którzy kopali głębiej i badając dokładniej decydowali o opłacalności wydobycia.
Następnie ustawiano maszyny wiertnicze i robili
tzw. odwiert. Później geolog decydował o opłacalności wydobycia w danym miejscu.
W przypadku pozytywnej oceny był bity szybik na 20 m, a później coraz głębiej (a Rosjanie nadzorujący
pracę tylko na to czekali). Następnie bito szyb do głębokości 280 m, ale w wyniku zalania wodą musiano
zrobić podest i podnieść 5 metrów do góry i w ten sposób powstał szyb 275 m, w którym zaczęto
wydobycie, najpierw w górnych półkach jeden poziom od drugiego poziomu był odległy o 40 m.
Szyb IX na poziomie 120 m do III poziomu był pomocniczy. Z VII poziomu szedł tzw. ślepy szyb
do poziomu 475 a z 475 był jeszcze głębiej bity szyb, w którym zjeżdżało się na tzw. prowizorkę 550 m głębokości. Wszystkie
były oznaczone i pomalowane. Pracując przy pobieraniu próbek (byłem tzw. probiercą) poruszałem się po całej kopalni. Próbki
 były zbierane do okrągłych baniek po ok. 40-50 kg. Ja to musiałem załadować, to później wychodziło na powierzchnię. Później
badania ile jest w nich rudy. Następnie pakowano do woreczków z opisem, z którego poziomu dana próbka pochodzi.
Wentylacyjny szybik był do poziomu II (80 m) tzw. główny wentylator, przez który też ciężko było chodzić, bo były używane
lampy karbidowe i jak zgasł płomień było ciemno. Trzeba było mieć suche zapałki w pogotowiu bo tam była wilgoć i leciała woda
a i tak płomień zdmuchiwało, było naprawdę ciężko. Często trzeba było iść po ciemku, wyczuć tor i iść do światła.
Mi było o tyle trudno, że ja chodziłem sam i nie miałem nikogo, bo na przodku to robili we dwóch, „wiertali” na sucho w pyle,
nikt nie wiedział co to pylica. Na początku nie było odwiertów na wodę i ludzie powykańczali się na pylicę. Dopiero później
powstała komórka dozymetryczna, którą prowadziłem przy inż. Murasie. On był odpowiedzialny za dopilnowanie, żeby górnicy w
iercili na mokro, a ja byłem do pomocy. Pobieraliśmy próbki do puszek litrowych. Z taką próbką do 3 godzin musiałem wyjechać
na górę, umyć się. W odpowiedniej komórce był aparat, w który wkręcałem puszkę i badałem zawartość radonu (gaz uranowy),
który był zabójczy, bo na niektórych przodkach było takie stężenie radonu, że nie byłem w stanie na tym aparacie zbadać jego
stężenia a innych aparatów wtedy nie było.
Warunki były bardzo ciężkie, jak z dołu wyjeżdżali w tych (sawczakach) butach gumowych tak nie przebierając się jechali w tym
do domu. Na początku nie było ani szatni ani żadnej łaźni. Ładowali ludzi zaraz po wyjściu na samochody i odwozili do domów.
Nikt wtedy nie wiedział w jak szkodliwych warunkach pracuje i gdyby ktoś powiedział, że pracuje w uranie z miejsca zostałby
zwolniony. Również nie można było mieć rodziny na Zachodzie, bo wtedy też zwalniali. Płacili za to bardzo dobrze bo „Ruskim”
nie zależało na pieniądzach, ani na ludziach. Chcieli tylko uranu. Dopiero później, jak ludzie się dowiedzieli przy czym pracują,
to dużo się zaczęło zwalniać.Po urobek przyjeżdżali „Ruskie”, ładowali na ciężarówki, wieźli do Legnicy albo do Kowar
(tam w R-1 był zakład wzbogacania uranu) a stamtąd wagonami wywozili do Rosji. A brali tylko ten najlepszy. Tzw. „słaby”
uran był składowany na hałdzie w jednym miejscu. Później, jak już nie było dobrego uranu to „Ruskie” się wynieśli a my
kopaliśmy na potrzeby krajowe tzw. „słaby” uran. Od 1961 r. później jak następowała likwidacja kopalni to zaczynaliśmy od
samego dołu zrywając posadzki ze słabym uranem idąc do góry. Przy V poziomie (200 m) zdarzył się wypadek. Podczas
wyciągania rur zerwała się lina i jeden ze ślusarzy spadł na dół i się utopił. Wtedy zaniechano dalszej likwidacji i zabetonowano,
korki porobili – to był XII.1963 r. Było bardzo dużo tragicznych sytuacji, dużo górników zmarło na białaczkę i pylicę płuc.
W kopalni pracowały również kobiety w grupach badawczych jako pisarze, na sygnałach przy szybie jako siostry u lekarza,
ale również pracowały na dole. Dopiero później zakazano im pracy na dole, na sortowni mieszali rudę, nasypywali na samochód.
Chodniki były zabezpieczone białym tynkiem i drewnem (zamkowa obudowa). W kierunku Proszówki prowadził tunel na poziomie
VII (275 m). Ciśnienie wody na bloku VIII (160 m) było bardzo duże. Przy odwiercie otworu wrzucając kamień błyskawicznie
wylatywał do góry wypychany przez wodę. W niektórych miejscach ruda uranu występowała na głębokości ok. 2 m i tam
normalnie kopali łopatami.
Klub 4 H „Uran classic”
 
Z panem Ludwikiem obecnie mieszkańcem Bolesławca spotykaliśmy się w Świeradowie Zdroju
w dniu 31 VII 2008r
 
Wspomnienia - Ludwika Urbańskiego „Lutek” – były pracownik kopalni
„Zastanawiam się w którym roku pracowałem w Radoniowie? Bo moja praca przy uranie zaczęła się we Wleniu
w 1949 roku. Jak z Wojcieszyc przeszedłem do Radoniowa to tam byli jeszcze Rosjanie,
mieszkałem z kolegą na stancji up. Kopczyków do końca mojej pracy w R-1.
Jak zaczynałem pracować w Radoniowie to kopalni
pilnowałUrząd Bezpieczeństwa,ale Rosjanie też jeszcze byli, choć powoli odstępowali swoje stanowiska
Polakom nowo wykształconych na Polskich uczelniach.
    Ja pracowałem w dziale geofizycznym. Ruda uranu występowała w szczelinach, były to żyłki grubości
palca lub w postaci smółki
uranowej. To był zwykły kamień, na zewnątrz jakby smołą przeciągnięty, tak jak chleb się smaruje nożem.
    Moja praca polegała na badaniu, dokumentowaniu i określaniu jak wydobyć uran ze skał. Ja miałem z sobą książkę
 i aparat (taką laseczkę) taki podobny do wykrywacza min, posiadał on trzy zakresy.
    Nas na zmianie pracowało dwóch i wszystkie przodki gdzie odbywało się wydobycie musieliśmy obejść. Praktycznie całe
wydobyciezależało od tego jak szybko zdołaliśmy dotrzeć na miejsce i zrobić pomiary. Cała procedura pomiarów i dokumentacji
była strasznie przestrzegana. Jak górnik odwiercił otwory to musiał czekać na wykonanie pomiarów bo bez nich nie mógł dalej
pracować. My musieliśmy te wszystkie otwory zbadać i określić na ile je odstrzelić czy wydłubać młotkiem (wypikować). Jak
powiedziałem górnikowi, który otwór ma odstrzelić i na ile cm czy wykuć młotkiem to on to dopiero mógł wykonać, bo sam nie
 strzelał dopóki nie dostał ode mnie pozwolenia. Jak górnik strzelał to pod spodem miał położoną plandekę na to kładł blachę bo
nic nie miało prawa spaść na posadzkę. Ładunki były małe z reguły wkładało się po pół „patrona” bo chodziło żeby tylko zruszyć
skałę a nie rozrzucić uranu po całym chodniku. Odstrzeliwało się warstwami jak się przeszło to później trzeba było się cofnąć
i zaczynać następną warstwę. Kierunek prac pokazywały żyłki uranu wzdłuż których się szło. Górnik odstrzeliwał tylko tyle aby
mógł wejść. Miejsca w chodniku było tylko na wózek i człowieka stojącego bokiem.     Później badało się spód chodnika i jeżeli
aparat „ciągnął” (wyrył uran) to górnik musiał go wydobyć, dopiero tak przebadana skała mogła wyjechać do szybu. To było
bardzo przestrzegane.
    Skałę płonną bez uranu wywoziło się ręcznie wózkami o ładowności 350kg i jakby wrzucić garść rudy uranu do takiego wózka
to aparat by pokazał pierwszej klasy rudę, taka była „silna”.
    Jak dochodziłem na 20m do przodka to w słuchawkach był tylko jęk. Ja miałem aparat na trzy zakresy i musiałem zapisywać
pomiary ale często na aparacie brakowało skali..., takie to było mocne. A górnik musiał tam przebywać całe 8 godzin, chleb
na ociosie, woda do picia płynęła sama czyściutka tylko że napromieniowana ale o tym na początku nikt nie wiedział.
Górnicy przychodzili w ty samych ubraniach i w tych samych pracowali. Dopiero później jak władzę zaczęli przejmować
Polacy to tłumaczyli ludziom przy czym pracują i jakie to stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia.
Nakazywali górnikom nie brać jedzenia pod ziemię i nie pić tam wody ale przyzwyczajenie czasami zwyciężało.
Zaczęły się wykłady na temat szkodliwości uranu, obowiązkowe mycie w łaźni.
Każdy górnik dostał drelichowe ubranie robocze i takie białe nie przemakalne płaszcze, później zostawiało się to na górze
 pani górniczka (Aniela Kozdraś pochodziła z Kletna, przypis aut.) która prowadziła pralnię i suszarnię doprowadzała odzież do
porządku. Pamiętam     był tam taki duży piec.
    Po skończonej pracy przed wyjazdem górnicy byli badani aparatem i jak aparat wył to musieli wracać pod prysznic.
Tacy niektórzy byli uparci i tak się śpieszyli, że mieli na sobie pył radioaktywny wcześniej to tak jak pracował tak jechał do domu,
wieszał ubranie na haku a tam żona, dzieci a to wszystko przecież promieniowało...
   Wydano również nakaz wiercenia na mokro bo wcześniej wierciło się na sucho a pył był straszny,
często z ramienia tzn. młodszy górnik stał oparty o ścianę a drugi kładł mu na ramię wiertarkę
i wiercił z jego ramienia
bo nie było żadnych podstaw pod wiertła. Zdarzało się to tęż później bo na sucho wierciło się szybciej
i lżej a na wydobyciu zależało wszystkim bo to były pieniądze, duże pieniądze. Rosjanie płacili dla polski
a władze kopalni nam. To były najlepsze zarobki ówczesnej Polsce, nikt nigdzie nie zarobił tyle co
w kopalni uranu ruskim zależało tylko na wydobyciu, jak ruski powiedział: jak zrobisz dzisiaj ten kawałek
to dostaniesz np. 2000zł premii i nigdy się ni zdarzyło żeby słowa nie dotrzymał,
to było pewne jak w banku.
Najlepiej zarabiali górnicy pracujący bezpośrednio przy uranie a dużo mniej ci przy płonnej skale. Dla tego kierownicy robót
i sztygar zamieniali ludzi to na skałę uranową ta na płonną żeby ludzie nie mieli krzywdy bo każdy chciał zarobić a premie były tylko
przy wydobyciu skały uranowej – to była duża forsa.
    Pracownicy byli dowożeni z Wlenia, Jeleniej Góry, Marciszowa, Maciejowca i Janowic. Na zmianie pracowało
ok. 50 osób, praca szła na trzy zmiany czyli na kopalni w Radoniowie pracowało ok. 150 osób.
    Chodniki były ostemplowane drewnem, przy głównym przekopie były tory i urobek ładowano na wagoniki, takie małe
o ładowności 350kg. To była taka mała wywrotka z bocznym wysypem.
    Od samego przodka był bunkier obity z radnej strony deskami a na drugiej stronie były drabiny. Urobek wywoziło się ręcznie.
Wozacy też się nabiegali, czasami tory były lekko z górki ale te 350kg trzeba było pchać ręcznie do kolegi który przejmował
ładunek dając mu w zamian pusty wózek z bocznicy. Transport do góry odbywał się po jednym wózku.
    Na górze przy wydobyciu gdzie sypało się na hałdę też siedział jeden z naszych operatorów. Wózek wjeżdżał pomiędzy ścianki
aparatu gdzie mierzono promieniowanie. I w zależności od zawartości rudy uranu był wysypywany
do bunkrów (były trzy kategorie). Bunkry były w konstrukcji szybów i stamtąd szło ta na samochody. Operator nasypywałem,
dawał karteczkę jaki to gatunek, ile ton załadowano na auto, co później było sprawdzane po dotarciu ładunku na miejsce
przeznaczenia.
    Na każdym oplandekowanym wozie bezpośrednio na rudzie uranu siedział nasz żołnierz z karabinem (wcześniej siedzieli ruskie)
a w środku obok kierowcy siedział ruski odpowiedzialny za cały transport. W takim konwoju był
z reguły cztery – pięć ciężarówek, każda miała ok. 9 – 10 ton rudy, to były duże czeskie Tatry (wcześniej wozili małymi wywrotkami.
Konwoje jechały na kopalnię Wolność a później na wschód.
    Na początku mojej pracy podlegałem ruskiej pani inżynier którą wszyscy bardzo lubiliśmy ona mówiła po rosyjsku
a ja po polsku ale rozumieliśmy się świetnie to była taka de lux szefowa, była jak polka (niestety nie pamiętam jej nazwiska).
I jak Rosjanie wyjeżdżali z Radoniowa to nasza pani inżynier zaprosiła nas na pożegnanie, wszystkich chłopców zaprosiła do Kowar.
Bo nasza współpraca bardzo dobrze nam się układała.
    Ruskie kierownictwo z niczym się nie kryło chociaż u nich i u nas też „różni ludzie” się trafiali. Ale jako całość to szukać takich
ludzi jak ruskie. Nasi próbowali wprowadzić normy żeby zwiększyć wydobycie ale jak się ruski po nich „przejechał”
to se dali spokój.
    Jak ruskie wyjechali to dyrektorem został inż. Czerwiński.
    Jak powstał polski reaktor „Ewa” w Skierniewicach to najpierw ruskie dawali tam uran a później to już nasi po wzbogaceniu
w Kowarach go tam wysyłali. To był rok 62 – 63.
    Ja przy rudzie uranu przepracowałem 14 i pół roku i tak szczęśliwie się stało że ja jeszcze żyję bo moi koledzy
z Wlenia już dawno nie żyją. Górnicy którzy dbali o siebie żyli dłużej ale było dużo takich którzy w wieku
25 - 26 lat zabierali się z tego świata.
    Z Radoniowskiej kopalni pamiętam:
-Janka Mielniczyna;
-Józefa Cybulskiego, który pracował jako strażnik;
-Józefa Łuckiego, pracował na dole bardzo ciężko zaczynając jako wózkowy później awansował na górnika;
Wacława Bogaczuka - był w grupie wiertniczej, mieszkał obok mnie na stancji u p. Żurakowskich, to był bardzo
pracowity i uczynny człowiek, zrobił swoją robotę i jeszcze drugiemu pomógł;
-Labarewicza naszego kabareciarza – sypał kawałami jak z rękawa;
-Stanisława Urbańskiego – to mój brat - też pracował w Radoniowie, ale krótko bo nie miał stałej stancji”.
    W Radoniowie pracowałem do zamknięcia kopalni - to jest do 1963 roku. Później nasz cały dział geofizyczny
i geologiczny przenieśli do Ziębic koło Iłży.
Klub 4 H „Uran classic”
 
W 1963 roku kończy się wydobycie uranu w Radoniowie. Później następuje przeróbka hałd po kopalnianych. Mało kto dziś
pamięta że po wydobyciu rudy uranu pozostały trzy hałdy. Obecnie są pozostałości ostatniej, która była przerabiana na tłuczeń
jeszcze w latach '80. Pracowało przy niej drugie pokolenie górników z Radoniowa.
Zainteresowanie się złożami uranu pojawiło się wraz z pomysłem na powrót energetyki jądrowej. Oficjalnie w 2005 roku Rada
Ministrów uchwaliła dokument „Polityka Energetyczna Polski do 2025r”, który rozważa budowę elektrowni atomowych w Polsce
i oddanie pierwszego bloku jądrowego w 2021r.
Już wcześniej bo w roku 2003, bez rozgłosu australijska firma Weildhorse Eneryg. przeprowadziła badania na terenie m.in.
Radoniowai określiła zasoby czystej rudy uranowej na 500 – 1000 ton przy zawartości uranu 0,20 – 0,50 %.
A to klasyfikuje nas na I miejscu wspólnie z kowarami pod względem opłacalności wydobycia.
Pocieszający jest natomiast fakt, że obecnie ceny uranu na runkach międzynarodowych powodują nieopłacalność wydobycia
w kraju. Tak jest dzisiaj ale nie wiadomo co będzie, kiedy ceny na rynkach światowych wzrosną.
Wg. Międzynarodowej Agencji Atomowej (która opierała się na wynikach badań prof. Prassera w roku 2008) łączne zasoby
w całej Polsce to ok. 100 tys. ton naturalnego uranu a więc wystarczająco dużo dla każdego programu nuklearnego w naszym
kraju.
 

 

 
 
 
 
 
Kopiowanie, rozpowszechnianie, przedruk i publikacja w jakiejkolwiek formie (również elektronicznej) do celów komercyjnych i prywatnych, bez zgody autora zabronione.                                                                                                                                                                              Copyright © 2010
 
 

 
   
 

Radoniów, Radoniow, radniow.pl, Antonowo, Ottendofr, villa ottonis, dożynki w Radoniowie, dzień sąsiada, kopalnia uranu, r1, kościół podwyższenia krzyża świętego, radoniowa, Krystian, Andrzej, Sękowski, Sękowscy, Grabas, Płotycz Mała, Z podolskiej Płotyczy na zachód polski, Władysława Bilska-Homa, Adam Kazimierz, książka, rowerowy szlak, papieski, ks. Szymon Bajak, sekowski1207@interia.pl, elektrownie wiatrowe w radoniowie, wiatraki, zimowisko, ferie zimowe, dzień babci i dziadka, dzień kobiet, stowarzyszenie wiemy czego chcemy, Henryka socha- zawadzka, szkolenie, biskup, wizyta kanoniczna, budowa świetlicy, świetlica, przetarg, gmina Lubomierz, Głębiec, Proszówka, młyńsko, kościół, kaplica w młyńsku, gajówce, gajówka, Chmieleń, chmieleniu, obwodnica, libenthal, mord w płotyczy, pomordowanych, Karol Wojtyła, Jan Paweł ii, radar Radoniów, szkoła, pierwszy sołtys Tadeusz serwatka, ks. bernard pyclik, kapliczki, domy szachulcowe, zdjęcie lotnicze terenu kopalni Radoniów”, ściśle tajne, cmentarz, rozkład jazdy PKS, autobusów